Ludzie sukcesu – klub osób, które się nie poddają

Właściwie na tytule można by zakończyć, ponieważ to „oczywista oczywistość” cytując klasyka. Ludziom, których System 2 uruchomił się przy tym stwierdzeniu takie wyjaśnienie nie wystarczy, potrzebują czegoś więcej. Najczęściej podawanym wytłumaczeniem osiągnięcia sukcesu jest upór i ciężka praca. Czy to prawda?

To zależy. Nie każdy ciężko pracujący i uparty osobnik osiąga sukces, ale ma znacznie większe szanse tylko i wyłącznie ze względów statystycznych. Leonard Mlodinov w książce „Matematyka niepewności” opisuje przypadek z amerykańskiego baseballu. Jeden z opisywanych przez niego pałkarzy obiegał bazę (tzw. home run) w sezonie maksymalnie 39 razy. I nagle zdarzył mu się jeden sezon, w którym wykonał aż 61 obiegów! Nigdy później nie poprawił tego rekordu, nawet się do niego nie zbliżył. Prasa wieszała na nim psy, że osiągnął sukces, ale nie był gotów na więcej. Nie udźwignął ciężaru odpowiedzialności. W naszym rodzimym sporcie też mamy przykłady wielkich sportowców, którzy długo nie zachwycali, żeby w końcu osiągnąć szczyt i … albo spaść, albo odejść z klasą. Wystarczy wspomnieć zmagania Adama Małysza z formą i fortuną, albo występ siatkarzy w Londynie.

Mlodinov dowodzi, że nie ma w tym nic niezwykłego. Według niego za podobne sytuacje odpowiada tzw. regresja do średniej. Zgodnie z tą zasadą po nadzwyczaj udanym wykonaniu pojedynczej czynności (np. skoku narciarskiego) z dużym prawdopodobieństwem kolejny będzie bliższy średnim osiągnięciom, czyli gorszy od poprzedniego. Odwrotnie rzecz biorąc: jeżeli wykonujemy czynność na określonym średnim poziomie i powtarzamy ją regularnie to w którymś momencie wyłącznie dzięki zbiegowi korzystnych okoliczności wykonamy ją w sposób wybitny i osiągniemy spektakularny sukces! Autor uważa, że osiągnięcia w sporcie, biznesie, czy nauce nie są zależne od jednej zmiennej – i chyba wypada się z tym zgodzić. Zależą od ogromnej liczby kompletnie przypadkowych zdarzeń lub czynników, przez to mają charakter losowy. A prawdopodobieństwo wyrzucenia orła co najmniej raz, wzrasta wraz z liczbą podejmowanych prób.

Wszyscy na co dzień używamy żarówek. Niewielu jednak wie ile prób podjął Thomas Alva Edison, żeby ułatwić nam życie. Podobno prób było kilka tysięcy (różne źródła podają od 1000 do 5000) z różnymi włóknami. Edison, który był nie tylko wynalazcą, ale prowadził biznes uważał każdą nieudaną próbę jako krok w kierunku osiągnięcia celu. Faktem jest, że wspierał go zespół pracowników z założonego przez niego laboratorium, faktem jest, że korzystał z pomocy i kooperował z brytyjskim wynalazcą Josephem Swan’em. Ważne jest, że dzięki uporowi i wizji zrealizował swój cel.

Ilu z nas gotowych jest na 1000 i więcej prób, zeby osignąć cel?

Rafał Ignasiak

coach i trener biznesu

Zobacz również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *