Jak zacząć biegać?

Najtrudniejszy moment w bieganiu, ale także w każdej innej nowej aktywności, to zacząć. Tak po prostu. Wziąć się i zacząć.

running man Wymaga to zmiany nawykowych zachowań. Z jednej strony ludzie, to dość skomplikowane istoty, z drugiej jednak, mamy kilka mechanizmów ułatwiających funkcjonowanie. Należą do nich różnego rodzaju automatyzmy i nawyki. Cała reakcja stresowa, to jeden wielki automat, który w momencie zagrożenia ma nam pomóc przetrwać. Jej zadaniem jest zmobilizowanie organizmu i skrócenie do minimum czasu reakcji. Omija świadomość, bo ta zabiera czas, i uruchamia wiele procesów psychosomatycznych na poziomie nieświadomym. W niebezpiecznej sytuacji ma to kluczowe znaczenie dla przetrwania gatunku, czyli ciebie. Natura wie co robi. Antylopa na sawannie nie zastanawia się czy biegnące w jej kierunku cielsko to lew, czy tylko złudzenie optyczne. Zwiewa. Dlatego są jeszcze antylopy. Ale, jak zwykle zresztą, nie ma róży bez kolców. Dobry, ewolucyjny automat pomaga nam przetrwać, ale zły, nabyty, wykształcony w trakcie życia może nam trwanie skrócić. Automat można zaprogramować niekoniecznie zgodnie z intencją Inżyniera. Proces programowania odbywa się często poza naszą świadomością. Kupujemy wzorce od rodziców, kolegów, znajomych. Robimy coś i nie zastanawiamy się, co i dlaczego robimy. Kiedyś nauczyliśmy się kiedyś takiej reakcji w odpowiedzi na bodziec i już. Od kogo się nauczyliśmy? Kto by się nad tym zastanawiał? Czy to jest skuteczne, użyteczne, opłacalne dla nas? Ej, zmuszasz mnie do myślenia. To boli! Standardowa reakcja organizmu na zagrożenie, to walka lub ucieczka, a czasem znieruchomienie. W sytuacjach, relacjach społecznych mało kto z nas reaguje waleniem szefa, klienta, policjanta w zęby. Byłoby to mało opłacalne. W trakcie procesu socjalizacji nauczyliśmy się raczej uciekać, dusić emocje w sobie i rozładowywać w inny sposób. Idziemy na fajeczkę lub pijemy co kto lubi, a co ma jakieś procenty, jemy, kupujemy, wyładowujemy się na kimś, kto ma niższą pozycję w hierarchii. Im więcej powtórzeń, tym reakcja trwalsza, głębiej wbudowana w nasze nerwowe oprogramowanie, trudniejsza do modyfikacji. A czasem trzeba by dać w … i już. Nadzieję daje fakt, że można reakcję automatyczną wyćwiczyć, nadpisać przeprogramować. Wiedzą o tym osoby uprawiające sztuki walki. Najpierw powoli jak żółw ociężale powtarzają ruchy za swoim mistrzem, a potem setki i tysiące razy to samo, żeby w pewnym momencie stwierdzić, że coś robią zupełnie o tym nie myśląc.

Regularne bieganie nie jest na liście naszych automatów. Nie ma nic trudnego, dla przeciętnego osobnika naszego gatunku, w naprzemiennym przekładaniu nóg. Choć wbrew pozorom jest to genialny twór ewolucji! Ale trudność jest we wbudowaniu sobie w zestaw codziennych rutyn regularnego wychodzenia pohasać. Bieganie (czy jakikolwiek inny sport uprawiany regularnie) bardzo pomaga rozładowywać stres, napięcia i poprawia samopoczucie. Ale trudność jest w zejściu z udeptanej ścieżki pod tytułem „piwo, chipsy i TV”.

Chodzi o to, żeby nawyk walenia dupą w fotel i sięgania po pilota zastąpić ruszeniem tejże i potrząsaniem w rytmie lewa, prawa, lewa, prawa.

Każda nowa czynność uaktywnia ścieżkę neuronalną w mózgu. Każde powtórzenie wydeptuje ścieżkę coraz wyraźniej, głębiej, mocniej, szerzej. Im więcej powtórzeń, tym ścieżka jest lepiej widoczna w lesie potencjalnych aktywności, a my poświęcamy coraz mniej czasu na zastanawianie się co by tu zrobić, którą drogę wybrać. Zakładamy buty i idziemy biegać. Niestety na początku nie ma ścieżki. Jest las i szerokie trakty automatycznego sięgania po złudną ulgę (papieros, alkohol, narkotyki). Mózg wybiera, spośród wielu dostępnych opcji, to co zna – wyraźniej widoczną ścieżkę. Jak w zepsutej płycie gramofonowej, igła z łatwością wskakuje w starą, głęboką rysę.

Co w takim razie zrobić? Co zrobić, kiedy dotrze do nas, że nasz autopilot kieruje nas w innym kierunku, niż byśmy sobie życzyli? Można delikatnie oszukiwać.

Po pierwsze. Nie rób rewolucji. Rewolucje są kosztowne. Małe, drobne zmiany są łatwiej przyswajalne, niż duże fundamentalne. Nie idź biegać. Idź na spacer. Oddychaj. Rozglądaj się. Nic więcej nie rób. Jedz tak samo, pij tak samo. Nie kupuj sportowych ciuchów. Tylko wyjdź z domu. Ludzie zniechęcają się do biegania, bo wychodzą i od razu robią 10 km. Zniechęcają się tylko ci co przeżyli, dla tych co nie przeżyli, nie ma to już znaczenia. Nasz organizm jest genialny, ale potrzebuje czasu do adaptacji.

Po drugie. Uczyń ze spaceru wyjątek dla mózgu. „Ja tylko raz. Jutro znowu fotel. Luz.” Koncentruj się tylko na dziś. Nie na tym co będzie, za tydzień miesiąc, czy rok.

Po trzecie. Wróć do punktu pierwszego. Kolejny raz, kolejnego dnia idź na spacer. Dobry dietetyk, zanim zaproponuje zmianę jadłospisu, uczy ludzi regularnego jedzenia. Jak nauczą się jeść regularnie, dokładnie to co dotychczas, to dopiero zaczyna mieszać w składnikach. Tak samo w bieganiu. Naucz się wychodzić z domu. Żadnych poważnych zobowiązań, żadnych ekstra zakupów sprzętu sportowego. Zwykły spacer trzy razy w tygodniu. Jeśli wyjdziesz, raz, drugi i trzeci, zaczną dziać się dziwne rzeczy. Ludzie z twojego otoczenia mogą zapytać co się z tobą dzieje. Łatwiej powiedzieć „idę się przejść i przewietrzyć”, niż deklarować od dzisiaj będę biegał 10 km 3 razy w tygodniu. Na to pierwsze większość nie zwróci uwagi, na to drugie dostaniesz porcję dziwnych uśmiechów, w najlepszym wypadku, albo porcję ostrzeżeń typu „bieganie jest niezdrowe dla kolan! a ostatnio ktoś na maratonie coś”, w tym gorszym wypadku. Przecież nawet jeszcze nie wiesz, czy to całe bieganie jest dla Ciebie. Po co sobie utrudniać. A tak, przejdę się powdychać powietrze (jeśli w Twoim mieście jest powietrze) może spotkam sąsiada albo sąsiadkę. Jeśli twój mózg i ludzie z Twojego otoczenia zaakceptują tą krótka przechadzkę, to jest szansa, że nie zwrócą uwagi na zakup tenisówek. Tu też lepiej zacząć od małych kroków, jak najmniejszej kwoty. Na początku to w czym biegasz ma niewielkie znaczenie i wszystko (może z wyjątkiem gumofilców) się nada. A nadal jest wysokie ryzyko, że to nie dla ciebie i inwestowanie kasy w parę drogich super butów, którą będziesz przechowywał w szafie jak wyrzut sumienia, jest bez sensu. Mam lub miałem różne takie wyrzuty sumienia w swojej szafie.

Małe kroki oszukają otoczenie, twój mózg i twoją kieszeń. Pozwalają dokonać zmiany niepostrzeżenie. O Ty biegasz?! Jak to się stało?! Nie wiem. Wyszedłem na spacer. Podróż tysiąca mil zaczyna się od pierwszego kroku. Nikt nie mówił, że to ma być ten sam krok w biegu, który powtórzysz kilkadziesiąt tysięcy razy w maratonie.

Po czwarte. Najważniejsze. Masz absolutny, kategoryczny, karany więzieniem zakaz męczenia się i zmuszania do czegokolwiek. To ma być przyjemność, a nie kara. Nic nie musisz. Możesz spacerować, możesz biegać tylko pod warunkiem, że jesteś uśmiechnięty. Nawet jeśli jest to śmiech z samego siebie. Jeśli mózg powiąże, to co robisz z nieprzyjemnym uczuciem, to masz przechlapane. Już lepiej idź na spacer po piwo, tylko do sklepu na osiedlu obok. Bo inaczej utrudnisz lub wręcz uniemożliwisz sobie realizacje Twojego tajnego planu. Powodzenia!

Rafał Ignasiak

coach i trener biznesu

Zobacz również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *