Synchroniczność

W piątek zaplanowałem wyprawę rowerową. Nic wielkiego 40 km lasem i polem. Kiedy to jednak zestawić z moimi max 20 km po asfaltowym mieście, to robi się całkiem „duża” wyprawa. A jak uwzględnimy jeszcze temperaturę około 5 stopni, to będzie już wyprawa hardcorowa :-).

Kolega Mario, z którym miałem się przejechać, nie czuł się jednak na siłach na taki dystans. Jest ciepłolubny, pomimo tysięcy km przejechanych przez niego na rowerze, mieliśmy zrobić mniejszy, łatwiejszy dystans. Planowaliśmy trochę podjechać szynobusem, trochę rowerem, a następnego dnia pokręcić się po okolicy. Jakoś było mi tak smutno i trochę przykro, że nie będzie solidniejszej przejażdżki. Lubię wysiłek na świeżym powietrzu. Lubię jak coś się dzieje, jak mam przed sobą jakieś wyzwanie.

Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy. Razem z rowerami zameldowaliśmy się na peronie Poznań Garbary. Wokół nas gęstniał tłum ludzi, którzy wracali z pracy do domu. Popołudniowy szczyt. Kiedy podjechał szynobus zajęliśmy się pakowaniem do przedziału przewidzianego na przewóz rowerów. Przedział pełen ludzi, musieliśmy prosić o przesunięcie, zwolnienie miejsc przeznaczonych na rowery. Dużo śmiechu kilka fotek, emocje opadły i … zaczęliśmy się rozglądać. Po kilkunastu minutach dotarło do nas, że jesteśmy nie w tym szynobusie co trzeba! Lekkie niedowierzanie, szybkie zerknięcie na mapę i już wiemy. Jedziemy do Torunia :-). Jeśli wysiądziemy na kolejnej stacji, to będziemy mieli około 30 km rowerem, żeby dotrzeć do miejsca docelowego. Banan nie odklejał mi się od gęby przez całe kolejne rowerowe kilometry. Wierzcie, czy nie. Nie miałem, żadnej złej intencji, nie chciałem zmusić kumpla do przejażdżki, a jednak tak jakoś wyszło, że zrealizowałem pierwotne zamierzenie.

Jedno z powiedzeń mówi: uważaj o co się modlisz, bo może się spełnić. Czasem świat odpowiada na nasze prośby, rzeczywistość nagina się do naszych oczekiwań. Tworzą się szanse, okazje, możliwości, które potrzebują naszej uwagi i odpowiedzi zgodnej z „modlitwą”, bo przecież mogliśmy poczekać na powrotny szynobus. Mogliśmy zrezygnować z fajnej szansy.

Jung używał na takie sytuacje określenia synchroniczność. Wg niego była to hipotetyczna zasada wszechzwiązku zdarzeń, która miałaby działać obok zasady przyczynowości. To wszystkie zdarzenia, które pasują do naszych oczekiwań. Czasem bardzo zaskakujące i niespodziewane. To zasada, wg której jeśli czegoś chcesz, pragniesz, myślisz o tym, to pojawiają się okoliczności, które pozwalają spełnić zamierzenie, osiągnąć upragniony cel. To nie jest cud. Tu nadal potrzebny jest nasze zauważenie szansy, wysiłek i praca. Ja rozumiem ją bardziej jako dostrzeganie sprzyjających nam okoliczności.

Z punktu widzenia nauki to kompletna bzdura, ale fajnie doświadczać jej działania na własnej skórze :-).

Rafał Ignasiak

coach i trener biznesu

Zobacz również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *