Nieistniejące drzewa

Jest rzeczą charakterystyczną w Afryce, że ścieżki wydeptane przez ludność nawet na płaskim zupełnie terenie sawanny lub z rzadka drzewami porosłego stepu nigdy nie są proste, ale wiją się w przelicznych zakrętasach, jakby wytyczył je człowiek zupełnie pijany. Przyczyną tych zakrętasów są zawsze zwalone przez burze lub starość drzewa, które Murzyni obchodzą dookoła. A gdy termity drzewo zjedzą, a próchno wiatr rozwieje, to i tak dawny obchód pozostaje i nikomu nawet na myśl nie przyjdzie, by go skrócić.

Tak pisał Kazimierz Nowak w jednym z listów z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936. Ten cytat mówi, moim zdaniem, o nas ludziach więcej niż niejedno badanie psychologów behawioralnych na temat natury zachowań człowieka. Człowiek przyzwyczaja się do działania w określony sposób, tworzy schemat, nawyk, a następnie bezrefleksyjnie go powiela. Nie zastanawia się, czy początkowe warunki są nadal aktualne. Nie zastanawia się dlaczego co rano dokonuje podobnych wyborów. Drzewa już nie ma, ale ścieżka pozostała i nadal je obchodzimy. Wystarczy tylko odpowiednia liczba powtórzeń jakiegoś zachowania i neuronalna ścieżka w naszym mózgu staje się coraz bardziej  wyraźna, a my coraz częściej i łatwiej nią podążamy.

Codziennie rano zaczynam od kawy. Siadam w fotelu, albo jeszcze w łóżku i ciesze się pierwszymi łykami kawy. Gorącej, czarnej, bez mleka, bez cukru. Jeśli tylko jest to możliwe towarzyszy mi w tym żona. Rozmawiamy, śmiejemy się, snujemy plany, kłócimy. Czasem ona krząta się już i szykuje do pracy, a ja tylko obserwuję, myślę, piszę, rozważam. Picie porannej kawy to nawyk dla mnie raczej przyjemny. Wokół niego tworzą się inne nawyki: rozmowa, pisanie, układanie planu na dzień. Być może (jak twierdzą niektórzy naukowcy) gorąca kawa jest szkodliwa, ale ja widzę więcej korzyści z jej picia niż szkód. Zresztą to nie o kawę chodzi. Mogę, i czasem to robię, zastąpić ją herbatą. Ważny jest pewien poranny rytuał, który pozwala dobrze, spokojnie wejść w dzień. Skupić się na tym co dla mnie ważne. Lubię ten czas. To przykład dobrego dla mnie nawyku.

Kiedy mam do zrobienia coś co wydaje się trudne, ciężkie i ma zająć dużo czasu odkładam to możliwie daleko w przyszłość. Wiem, że za dwa tygodnie będę miał warsztat lub zajęcia ze studentami, ale materiały robię dzień lub dwa przed. Zawsze znajdzie się coś ważniejszego, pilniejszego i jakoś tak się dzieje, że czas mija, aż w końcu nie mam wyjścia i robię co należy. Drzewem, którego już nie ma, a które wciąż obchodzę, jest prawdopodobnie lęk przed porażką i krytyką osób dla mnie ważnych. Strategia unikania trudności, żeby nie narażać się na śmiech i krytykę, była być może użyteczna, kiedy byłem dzieckiem. Teraz kiedy jestem dorosły jest przeciwskuteczna.

Tylko świadomość nawyku odkładania na później pozwala złapać go w świetle mentalnych reflektorów i zadać sobie kilka ważnych pytań. Czego się boisz? Przed czym się chronisz? Po co to robisz? Czemu służy zaniechanie działania? Jaką masz z tego korzyść? To są tylko pozornie proste pytania. Wymagają sięgnięcia do wnętrza, wyciągnięcia małego Jasia, posadzenia na krześle i zmierzenia się z demonami przeszłości. Z nawykami, zachowaniami, strategiami, które kształtowały się dziesiątki lat temu. Które już dawno przestały być opłacalne i użyteczne, ale mają się dobrze i maja wpływ na życie dziś. Irracjonalny strach podpowiada, żeby zostawić je w spokoju, bo tak jest dobrze. Strach blokuje nas przed podejmowaniem działań, na które mamy ochotę. Przed realizowaniem zamierzeń ważnych dla nas, a które pogrzebaliśmy w imię „tak wypada”, „należy”, „powinno się”, „dorosły musi być … (tu wpisz to co przychodzi Ci do głowy)” i wielu innych. Rozsądek podpowiada  jednak, żeby się tym zająć, bo szkoda marnować życie omijając nieistniejące drzewa.

Rafał Ignasiak

coach i trener biznesu

Zobacz również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *